12 małp.

Zdjęcia wygrzebałam jeszcze z poprzedniej wycieczki. Mimo że jestem teraz w Berlinie dedykuje je moim małpkom z domu na ul. Mokrej oraz pewnym paniom, które się obraziły bo nie powiedziałam, że jestem w Szczecinie :) Jakbym mogła, to spakowałabym was wszystkich do walizek i przywiozła ze sobą!!
Niby wiemy jak zachowują się małpy, jak zaskakująco ludzkie mają odruchy i potrzeby. W ich spostrzegawczości i przebiegłości przypominają małe dzieci, które za nic sobie mają zakazy i wyznaczone granice. Żeby zdobyć ulubiony przysmak zajrzą do każdej kieszeni, torby czy w…. dekolt, ale najpierw odwrócą uwagę. Siedzą takie mało zainteresowane tym co się dzieje dookoła po czym hyc i już są na ramieniu osoby, która ma orzeszki  na dłoni. Nie można się jednak dać zwieźć pozorom! Nawet biało- czarnym “mnichom” o łagodnym usposobieniu daleko do aniołów. Na rodzinnym drzewie mieszka tylko rodzicie z córkami. Ociec, zazdrosny o żonę, pozabijał wszystkich synów, pozbywając się konkurencji!! Co nie zmienia faktu, że ku uciesze przechodniów niektóre gatunki małp szukają także bliskości z człowiekiem i w ludzkich ramionach czują się jak w domu.

Photo Love Story?

For those who do not understand Polish- cause not everything needs words ;)

Noc Wielka…

Jak na ortodoksyjny kraj przystało prawie wszyscy mieszkańcy biorą czynny udział w obchodach święta, nie bacząc na religijne zaangażowanie. Każdy ma silną potrzebę bycia częścią Kościoła w tym dniu, dlatego też wszystkie świątynie w Etiopii, mimo że jest ich naprawdę wiele, pękają w szwach.  

Na finał Wielkiego Tygodnia postanowiłam dołączyć się do gospodyni i jej syna. Wybór lokalizacji padł na pobliski kościół, który bardzo przypomina pewne sanktuarium w Polsce :) Żeby dostać dobrą miejscówkę, wierni zbierają się w świątyni już o 16 i czekają na główne celebracje do 23. Pozostali (leniwi) przybywają z naręczami dywanów, koców i  poduszek  i rozkładają się niemal jak na pikniku krótko przed mszą. Niektórzy korzystają ze sposobu na „Niemca w kurorcie”, bo podobnie jak jedni wstają o 4 nad ranem, żeby zająć najlepsze leżaki nad basenem, po czym wracają do łóżek, tak tutaj wiele rodzin rozkłada swoje dywany kilka godzin przed uroczystością. Krużganki zapełniają się białymi postaciami i czasami trudno stwierdzić kto składa pokłon podczas modłów a kto uciął sobie drzemkę.

Tak się złożyło, że Bayech wybrała miejsce w pobliżu baptysterium, więc miałam niezwykłą okazję obserwować masowy chrzest niemowlaków.Przygotowania trwają w nieskończoność. Żeby woda była odpowiednio święta, cała armia duchownych prowadzi setki modlitw z każdej strony pisciny (dzięki Koch!). Do tego niezbędna jest potężna ilość kadzidła, co powoduje duszności noworodków i ich masową histerię. Gdy wszystko jest gotowe, pierwsi w kolejce są naturalnie chłopcy. Maluszki zaspane, oderwane od piersi mam, nie wiedzą co je czeka. Po chwili spada na nie prysznic zimnej już wody, więc oczywiście zaczynają krzyczeć i wierzgać. Dziewczynki oczywiście dużo lepiej znioszą ten niespodziewany atak i niektóre nawet się nie krzywią! Go girls!

Ok 3 nad ranem Wielkanocne celebracje kończą się dobrą nowiną i afrykańskimi okrzykami “lelelelelele” :) Następnie morze białych postaci biegnie do domu na pierwszy mięsny posiłek od 2 miesięcy- Doro łot- tradycyjny wielkanocny kurczak. Nie było sposobu, żeby wykręcić się od tej tradycji, więc zanim poszłam spać musiałam przynajmniej skosztować fyr fyr z jajkeim i pieczonym mięsem. Baaardzo zdrowa dieta na noc. Motywem przewodnim kolejnego dnia było- nikt nie zgadnie- JEDZENIE! Ale o tym może innym razem :)