Hosanna na Entoto.

Entoto jest najwyższą górą w Addis Ababa i jednym z najpopularniejszych turystycznych destynacji. Celebracje w Domu Maryi, znane są z rozmachu i niezwykłej, duchowej atmosfery. Tym bardziej postanowiłam wspiąć się na wysokość 3200 m.n.p.m. w tak szczególnym dniu. Nie chciałam popełnić żadnego fopaux, dlatego dopytałam się jak wyglądają przygotowania do Niedzieli Palmowej w Etiopii. Gospodyni poruszona moją ciekawością przybiegła po chwili z naręczem tradycyjnych sukni do wyboru. Mimo że Bayech jest prawie o połowę mniejsza ode mnie, udało się znaleźć odpowiedni strój. Zabawnie było na chwilę wtopić się w tłum… po czym ludzie i tak robili wielkie oczy ze zdziwienia, że to Ferendżi pod tradycyjną chustą.

Białe stroje są jednak niekompletnym odzieniem podczas Niedzieli. Palmy, rzucane przez kapłanów w tłum wiernych, przybierają różne formy w rękach właścicieli. Mężczyźni plotą palmowe korony, kobiety robią pierścionki i bransolety. Miałam dużo szczęścia bo Megdi, która mi towarzyszyła, okazała się specjalistką tego rzemiosła :)

Wieczorem Bayech przybiegła do mnie żeby podzielić się newsem. Jej siostra zadzwoniła, by opowiedzieć o Niedzieli Palmowej na Entoto. Widziała kilku obcokrajowców i jak zwykle byli źle ubrani- w dżinsy i T-shirty- „ach ci ignoranci”. Jedna dziewczyna natomiast odpowiednio przygotowała się do święta. Miała na sobie tradycyjną suknię i towarzyszyła jej Etiopka. Gospodyni nie posiadała się z dumy, że to o JEJ lokatorce mowa. W kolejnym tygodniu dwa razy zaczepiły mnie na ulicy lokalne kobiety, żeby powiedzieć „I see you! You church Entoto”. Hahaha, śmiejemy się, że jestem już znana w stolicy ;)

Urban submission.

Uff, mid-term presentations are over. Padam ze zmęczenia, więc najpierw relaks, później tekst :) C ya soon!

Slaughter day czyli “męsko” nadchodzi.

Powoli zaczynam mieszać kolejność wydarzeń na blogu, ale niektóre rzeczy nie dają mi spokoju…

Dziś Wielka Sobota- w Pl kojarzona ze święceniem jajek i przygotowywaniem niedzielnego śniadania i mile spędzonym dniem. Addis wydaje się być bardziej chaotyczne niż zazwyczaj. Można by rzec- mamy do czynienia z powrotem do prehistorii. Podczas gdy kobiety opiekują się dziećmi, sprzątają swoje domostwa i w między czasie biegają do kościoła (bo im więcej tym lepiej), mężczyźni urządzają WIELKIE POLOWANIE NA MIĘSO. Miasto zaroiło się od bydła i drobiu a prawdziwym wyzwaniem jest zdobycie najlepszego okazu. W każdym busie kurczaki szaleją jak opętane, więc podróżni wysiadają pokryci piórami. O matko! Dzisiaj jeden pasażer poirytowany zachowaniem koguta, którego trzymał na kolanach, przy wszystkich rozwiązał problem raz na zawsze!!! Myślałam, że padnę! Ale tylko my wydawaliśmy się być wstrząśnięci tą nagłą śmiercią!

W oczach spętanych owiec  widać rezygnację. Natomiast krowy i byki, no cóż…. chyba też czują co je czeka, więc próbują wykorzystać każdą okazję by mieć trochę „rozrywki” w ostatnich chwilach życia ;) Podobno na niedzielę ponad 20 milionów zwierząt zostanie ubitych, z tego 4 miliony krów.

Jutro Wielka Noc w jednym z najbardziej pobożnych krajów na świecie. Czy spodziewalibyście się podobnych scen w takim miejscu?

Targ rybny.

Prawdziwą niedzielną atrakcją w miejscowości Awasa jest targ rybny. Miejsce, znane z gigantycznych i okrutnie brzydkich ptaków, zamienia się wcześnie o poranku w market, gdzie wszystko, nieważne jak wygląda czy… pachnie, znajduje swojego amatora. Rybacy polują na największe ryby, właściciele restauracji na najlepsze okazy, a prehistoryczni mieszkańcy na wszystkie pozostałości. W tle rozgrywają się sceny anatomiczno- dantejskie. Złowione ryby czyszczone są  na miejscu, więc wygłodniałe ptaszyska walczą czasem do upływu krwi! z poławiaczami o “smakowite kąski”. Wbrew pozorom nie jest to łatwa sztuka! Etiopczycy są mistrzami recyklingu, więc prawie wszystkie resztki nadają się do spożycia- różnica polega tylko na tym czy kogoś stać na lepsze lub gorsze wnętrzności.
Niezaprzeczalną prawdą jest natomiast jakość ryb podawanych w lokalnych restauracjach. Podobnie jest ze wszystkimi warzywami i owocami. Bez obaw można zamówić sałatkę nie martwiąc się czy wszystkie listki zostały dokładnie umyte. Na takie rarytasy nie ma co liczyć w stolicy…

Po drodze.

Tęsknię za prowadzeniem samochodu! Kupiłam ostatnio kubek termiczny z podgrzewaczem, zaprojektowany dla kierowców. Dopiero gdy po opuszczeniu sklepu uświadomiłam sobie, że jeszcze długo nie pojeżdżę swoim autem!! Tydzień temu siedziałam co prawda za kierownicą ale 20km, które przejechałam nie zaspokoiły mojego rajdowego głodu!! No nic, lepsze to niż nic:)

Podróżowanie na miejscu pasażera ma jednak swoje plusy. Drogę do Awasy obejrzałam niemal jedynie przez obiektyw. Żal było chować aparat, a gdy tylko to zrobiłam w pośpiechu wyciągałam go z powrotem. Gdzie w Pl możemy zobaczyć setki wielbłądów jedzących kaktusy wzdłuż jezdni, czy martwe hieny na poboczu potrącone poprzedniej nocy przez kierowców? Nawet my nie potrafimy z dwupasmowej jezdni zrobić 5-o i to w jednym kierunku!! Nie często musimy hamować z piskiem opon by nie wjechać w stado bawołów przebiegające drogę…

Ups.

Od dwóch dni mam wrażenie, że obudzę się gdzieś w Alpach…
Ekstremalna różnica? Może, ale widocznie za mało zimowych aktywności miałam ostatnio… :)
Do wszystkich, którzy jadą na SDj week III- dzielnie pożegnajcie sezon w Laax i do zobaczenia w grudniu!! Sandżej będzie tam na pewno!

Awasa here I come

Czas zacząć realizować postanowienie weekendowych wypadów za miasto.
Druga miejscowość na liście- Awassa.

Przed wyjazdem wiedziałam tylko, że będą jeziora, prehistoryczne ptaki i dobre ryby w knajpach. W aucie postanowiłam się doinformować (dzięki Pati za Lonely Planet!) i okazało się, że nizina znana jest także….z dość dużej liczby zachorowań na malarię- damn! Nikt mnie nie uprzedził a mogłam się na tą okoliczność przygotować zażywając medykamenty dwa dni przed! Na szczęście znajomi uspokoili moje niemal hipochondryczne zapędy tłumacząc, że ryzyko istnieje jedynie podczas sezonu deszczowego. Na wszelki wypadek ;) zrezygnowałam z szortów i krótkich rękawów.

Ale chyba przyznacie, że dla takiego krajobrazu warto casem ryzykować?.

Postne BBQ

Jak to zwykle bywa, nowo zamieszkały dom trzeba było “ogrzać”. Wielką sztuką okazało się przygotowanie menu dla gości, którzy poszczą. Większość nie je nic co z mięsem ma lubi miało do czynienia. W ich przypadku sałatki z jajkami czy majonezem odpadają, podobnie reszta przetworów mlecznych. O dziwo ryba nie jest zaliczana przez wielu jako mięso! Szef próbował zamydlić mi oczy tłumacząc, że niby ryby nie mają krwi…. ale chyba sam w to nie wierzył :)

Starsze pokolenie jest tak rygorystyczne, że przed rozpoczęciem postu czyszczą dokładnie zęby drewnem lub….nożem by dokładnie pozbyć się wszelkich pozostałości. Wszelkie naczynia, zwłaszcza ostrza, które kiedykolwiek dotknęły mięsa, wynoszone są na czas postu.  Znajomi musieli odkupić grill, który pożyczyli w hotelu. Właściciele byli oburzeni, że mięsem zbezcześcili święty czas i nie chcieli mieć “brudnego” rusztu domu :)

Młodsze pokolenie porusza się w nico innych realiach. Ci “konserwatywni” ograniczają się do postnej kawy, postnego ciasta, postnego burgera i hicior…. postnych lodów i czekolady!!! Obawiam się, że czasem sama poszczę nie wiedząc o tym:)

Co zatem zrobiliśmy z tym „fantem”? Kupiliśmy 2 kilo krowy:) Serio! Mięso, które wisi u rzeźnika to niemal całe zwierzę. Klient więc sam wskazuje, którą część i w jakiej formie chce kupić.